Moskiewski Kreml w XVII wieku

 

DEUTSCHE FASSUNG

 

 

 

 

 

 

 

DZIEJE STAROOBRZĘDOWCÓW

 

 

· Rozłam w rosyjskiej Cerkwii i powstanie ruchu staroobrzędowego

· Bezpopowcy, popowcy i jednowiercy. Wspólnoty bezpopowców

· Na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej

· Na Suwalszczyźnie

· Na ziemi augustowskiej

· Na Mazurach

· Po II wojnie światowej

 

 

· Rozłam w rosyjskiej Cerkwii i powstanie ruchu staroobrzędowego

 

 

Początki staroobrzędowia sięgają połowy XVII wieku, kiedy to na skutek przeprowadzonej przez patriarchę Nikona reformy obrzędów i ksiąg liturgicznych, doszło do rozłamu w łonie rosyjskiego Kościoła prawosławnego. Po wstrząsach, jakie przeszło państwo moskiewskie na przełomie XVI i XVII stulecia, okresie „smuty”, carów - samozwańców  i polskiej interwencji, wraz ze wstąpieniem na tron w 1613 r. pierwszego cara z  dynastii Romanowów, Michała, weszło ono w fazę konsolidacji. Proces ten kontynuował jego syn, Aleksy Michajłowicz. I choć dopiero za panowania syna Aleksego, Piotra, zwanego później Wielkim,  Rosja miała  się stać mocarstwem współkształtującym losy Europy, to już Aleksy kładł podwaliny pod przyszłą rolę swego kraju.

 

Proces ten dotknął również Rosyjski Kościół prawosławny, wierną podporę carskiego tronu. W zamyśle władcy miał on służyć centralizacji i wzmocnieniu państwa rosyjskiego. Można przyjąć założenie, że to władza świecka, a nie duchowna, była rzeczywistym inicjatorem przeprowadzonych wtedy reform. Chodziło tu konkretnie o uporządkowanie wielu spraw z dziedziny obrzędowości i liturgii, jakie na przestrzeni wielu  wieków uległy zróżnicowaniu w porównaniu z innymi Kościołami prawosławnymi.

 

    

 

Car Aleksy Michajłowicz

 

Zadanie odnowy życia cerkiewnego wzięło na siebie powstałe już wcześniej, bo  w latach czterdziestych XVII wieku, tzw. „Kółko obrońców dawnych cnót kościelnych”. W jego skład weszły najświatlejsze umysły ówczesnej Cerkwii: Awwakum z Jurjewca, Daniel Kostromski, Iwan Neronow oraz Nikon, przeor klasztoru nowospaskiego w Moskwie. Zgodnie udało sie im przeprowadzić reformę śpiewu kościelnego, ale już wkrótce ich drogi miały się rozejść w dramatyczny sposób.

 

Nasuwa się tu pytanie: po co reformy w prawosławiu i co one oznaczały? Reformy właśnie w tej gałęzi chrześcijaństwa, która przecież szczyci się stałością i niezmiennością swego obrządku od czasów soborów powszechnych? Wyjaśnijmy więc pokrótce to pytanie.

 

Jak powszechnie wiadomo, chrześcijaństwo dotarło na Ruś w wieku X, za panowania księcia Włodzimierza. Przyjęto je z Bizancjum, w wersji prawosławnej, greckiej. Kościoły prawosławne, w odróżnieniu od Kościoła rzymskokatolickiego, zachowują niezależność organizacyjną poszczególnych Kościołów lokalnych, zwaną autokefalią. Jednak pozostają we wspólnocie doktrynalnej. Kościół grecki zajmuje tu pozycję szczególną, honorową, jako Kościół – matka, ów pierwszy, z którego rozprzestrzeniło się prawosławie na inne kraje. Jako taki cieszy się szczególnym autorytetem, nie jest jednak władny narzucić swej woli innym, bratnim Kościołom.       

 

Na skutek podboju imperium bizantyjskiego przez Turków, Kościół grecki stracił swoje zaplecze polityczne i przestał odgrywać wiodącą rolę w świecie prawosławnym. Tę rolę przejęła Cerkiew rosyjska. Sami Rosjanie uważali, że to Moskwa jest owym Trzecim Rzymem, po tym jak piewszy, właściwy,  „odstąpił” od prawdziwej wiary, a drugi, Konstantynopol, w 1456 r. dostał sie w ręce niewiernych. To tu właśnie, w rosyjskiej Cerkwii, miała się zachować prawdziwa, nieskażona wiara, obrzędy i pobożność. Różnice, jakie z biegiem wieków pojawiły się w liturgii i księgach cerkiewnych, interpretowano jako odstępstwo Greków, Bułgarów, Serbów od kanonów prawdy. Za cóż by Bóg w innym wypadku pokarał ich turecką niewolą?    

 

Grecki punkt widzenia był odmienny. Choć politycznie nic nie znaczący, przekonani byli o swej kulturowej wyższości i pierwszeństwie. Uważali się oni za depozytariuszy prawdziwej ortodoksji, twierdząc, iż to moskiewskie prawosławie jest skażone. Że różnice w obrzędach są wynikiem ciemnoty ruskich mnichów, do tego z fanatycznym uporem tkwiących przy swych błędach.

 

A o jakie konkretnie obrzędy chodziło? Poszło o to, czy należy się żegnać dwoma (Rosjanie), czy trzema (Grecy) palcami, czy w Eucharystii należy używać siedmiu, czy też pięciu prosfor (chlebów, którymi celebruje się sakrament), czy alleluja należy powtarzać dwa, czy też trzy razy, czy procesje dookoła świątyni winny chodzić zgodnie z pozornym ruchem słońca, czy też na odwrót, czy imię Jezus pisze się przez jedno „i” (Isus), czy przez dwa (Iisus)? I to...w zasadzie wszystko. Można powiedzieć, że były to drobnostki, bez znaczenia dla istoty wiary. Wywołały one jednak w Rosji trzęsienie ziemi.

 

 

Patriarcha Nikon

 

Car Aleksy Michajłowicz i wspomniany już wyżej Nikon, wybrany w 1652 na tron patriarszy, zdecydowali się na wersję grecką. Postanowiono dopasować rosyjskie ryty do greckich, jako właściwych. Dlaczego nie na odwrót? Aleksemu chodziło o uwiarygodnienie rosyjskiego Kościoła w oczach innych narodów prawosławnych, jako polityczny orędownik których Rosja zaczynała się postrzegać. Stąd gotowość do pójścia na ustępstwa w dziedzinie obrzędowości. Kościół rosyjski miał zamiar stać się również autorytetem dla przyłączonej w 1654 r. lewobrzeżnej Ukrainy i jej stolicy, Kijowa. Miasto to, podległe dotychczas nie patriarsze moskiewskiemu, lecz konstantynopolitańskiemu, o wiele starsze i bardziej „światowe”,  prastara stolica Rusi w czasach, gdy na miejscu Moskwy nie było jeszcze nic, ze swym bogatym życiem duchowym, naukowym i kulturalnym, odegrało tu znaczącą rolę: to właśnie mnichom kijowskim na czele z Epifaniuszem Sławinieckim powierzono zadanie przeprowadzenia reform. A dla hierarchów Kościoła, ze światłym, ale ambitnym i żądnym władzy Nikonem na czele, reforma Cerkwii miała umocnić ich pozycję, podpartą teraz autorytetem patriarchów greckich.

 

W 1653 r. zarządzono wprowadzenie trójpalcowego żegnania się, co wywołało ostre protesty, głównie ze środowisk Kółka Obrońców, na czele z Awwakumem. Zatwierdził to zwołany w 1654 sobór. Na nim postanowiono też dokonać korekty ksiąg na podstawie bizantyjskich rękopisów. Wysłano nawet na Wschód misję, by zakupiła ich odpowiednią ilość. Jednak przywiezione do tego celu księgi były współczesnymi, nie zaś pierwotnymi rękopisami,  więc zasadność  rewizji ruskich tekstów na ich podstawie nie była przekonująca dla przeciwników  całego zamierzenia.

 

W 1655 roku wprowadzono nowy, „poprawiony” Mszał (ros. Slużebnik), zaś w 1656 r. postanowiono ekskomunikować wszystkich, którzy żegnali sie po staremu, jak również wprowadzono potrójne alleluja, zamiast dotychczasowego podwójnego oraz zaczęto umieszczać na prosforach czteroramienny krzyż, w miejsce dotąd stosowanego ośmiokończastego, zmniejszając liczbę prosfor z siedmiu do pięciu  tak, jak w Cerkwii greckiej.

 

Protesty, jakie wywołały przeprowadzone zmiany, tłumiono z okrutną surowością. Podnosili je jednak głównie ludzie z niższych warstw społecznych oraz niższe duchowieństwo. Wyższa hierarchia cerkiewna, za wyjątkiem jednego biskupa Pawła Kołomieńskiego (stosunkowo wcześnie straconego), poparła zmiany. Jakkolwiek wsród rodów bojarskich, jak Morozowowie, Chowańscy czy Miłosławscy spotykamy przeciwników nowinek, to nośnikiem starej tradycji byli głównie ludzie biedni, co sprawiało, że konflikt ten nabrał nie tylko religijnego, ale i klasowego charakteru. Notabene, gdy wiele lat później, w roku 1773 wybuchnie wielkie chłopskie powstanie, jego przywódcą będzie staroobrzędowiec Jemielian Pugaczow.

 

Główna niechęć obrońców „starej wiary” kierowała się przeciw patriarsze Nikonowi, po dziś dzień uważanego przez nich za wcielenie antychrysta. Jednak to nie jego reformy przesądziły o jego ostatecznym upadku. Nikon, człowiek o ogromnych, czasem wręcz chorobliwych ambicjach, zaczął ingerować w życie polityczne, a w końcu wręcz głosić teorię o wyższości władzy duchownej nad świecką, co nie mogło spodobać się carowi, obdarzającemu do pierwotnie wielkim zaufaniem. W 1658 r. przestał być patriarchą, a wielu jego oponentów, na czele z Awwakumem mogło powrócić z zesłania. Jednak nadzieje staroobrzędowców na cofnięcie reform okazały się płonne. Zwołany w 1666 r. sobór duchowieństwa rosyjskiego potwierdził zasadność przeprowadzonych zmian. Jeszcze raz potwierdził to wielki sobór grecko-rosyjski z 1667 r. (z udziałem patriarchów greckich), który ponadto zagroził ekskomuniką wszystkim nie akceptującym nowego obrządku. Było to przypieczętowanie rozłamu (ros. raskoł, stąd nazwa raskolnicy, jaką władze cerkiewne zaczęły określać starowierców) w rosyjskim Kościele.

 

 

Bojarynia Morozowa wieziona na zesłanie poucza lud, jak należy prawidłowo składać palce do żegnania się. Obraz W. Surikowa

 

 

Władze państwowe, razem z kościelnymi, próbowały za pomocą nieludzkich metod wykorzenić starą wiarę. Wszędzie zapanował okrutny terror, w 1682 r. spalono przywódców opozycji z Awwakumem na czele, okrutnie zamęczono zakonników przeciwstawiającego się reformom klasztoru sołowieckiego, zagłodzono bojarynię Eudokię Morozową. Represje te przyniosły efekt odwrotny do zamierzonego: spowodowały tylko gotowość do większych ofiar i wzrost fanatyzmu religijnego, utrwalając wśród staroobrzędowców na całe pokolenia nienawiść do oficjalnego Kościoła.   W 1682 r.,  podczas buntu strzelców w Moskwie, starowiercy próbowali wykorzystać go i przywrócić starą wiarę, ale carównie Zofii, córce Aleksego, udało sie stłumić rozruchy.  W 1684 r. wydano przeciw nim dwunastopunktowe zarządzenia, z których aż pięć przewidywało karę śmierci (!) za trzymanie się starych obrzędów. Spowodowało to masowe ucieczki staroobrzędowców na bezludne dotychczas tereny Rosji, a i gdy tutaj nie mogli czuć się bezpieczni - za granicę. Falę tę spotęgowały jeszcze wprowadzane za panowania Piotra Wielkiego reformy obyczajów, modernizacja i centralizacja Rosji. W późniejszych czasach polityka caratu wobec nich będzie się zmieniać w zależności od panującego, ale zawsze pozostaną oni obywatelami drugiej kategorii i dopiero w 1905 r. otrzymają pełnię praw obywatelskich.  Zaś dopiero w 1971 roku Kościół prawosławny zdejmie klątwy nałożone na stare obrzędy.

 

Nasuwa się pytanie: czy warto było kruszyć kopie o takie drobnostki? Nie da się na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Sprawy wiary, światopoglądu wymykają się racjonalnym kryteriom. Za rzeczy dla jednych nieistotne, inni gotowi są zaryzykować własne życie. Przez wiele lat twierdzono, że opór staroobrzędowców przeciwko reformom Nikona był fanatycznym oporem ciemniaków. Dzisiaj badacze twierdzą, że miał swoje uzasadnienie, przynajmniej w niektórych aspektach. Przyjmuje się, że istotnie rosyjska Cerkiew zachowała wiele obrzędów w pierwotniejszej postaci, niż grecka. A gdyby nawet było inaczej, nie przeszkodziłoby to ich pozostawieniu, jako alternatywnego wariantu dla obrzędów bizantyńskich. Dziś nawet historycy związani z Kościołem prawosławnym są zdania, że reformy Nikona były po prostu niepotrzebne. Druga sprawa to okrutne, niewspółmierne do rzeczywistej rangi problemu, prześladowania opornych. To one w głównej mierze nadały drobnostkom rangę symbolu. Gdyby pozostawiono ludzi nieakceptujących nowinek w spokoju, dokonaliby oni w pokoju żywota i po upływie dwóch pokoleń nikt nie pamiętałby o starych obrzędach. Tego wyczucia rosyjskim decydentom, tak państwowym, jak i kościelnym, zabrakło. Ich polityka doprowadziła do wykopania w poprzek własnego społeczeństwa przepaści, na zasypanie której trzeba było tak długo czekać.

 

 

 

· Bezpopowcy, popowcy i jednowiercy. Wspólnoty bezpopowców

 

 

Stosunkowo wcześnie wśród staroobrzędowców zarysował się – istniejący do dziś – podział na popowców i bezpopowców. Ponieważ polscy starowiercy to bezpopowcy, w późniejszych rozdziałach na nich się  skoncentrujemy, ale wyjaśnijmy skąd się wzięły różnice i na czym one polegały.

 

Jak wyżej wspomniano, hierarchia cerkiewna za wyjątkiem jednego biskupa, Pawła Kołomieńskiego, opowiedziała się za reformami Nikona. Biskup Paweł został jednak już w 1656 r. zamęczony i po jego śmierci nie było żadnego hierarchy, mogącego wyświęcić nowych kapłanów wedle starego obrządku. W prawosławiu, podobnie jak w Kościele rzymskokatolickim, święcenia otrzymane od sukcesora apostolskiego, jakim jest biskup, są warunkiem niezbędnym dla sprawowania liturgii i sakramentów. W tej sytuacji, po wymarciu duchownych wyświęcanych przed Nikonem, część starowierców zaczęła pozyskiwać ich z oficjalnego Kościoła; najpierw po ich przechrzczeniu, a później po wyrzeczeniu się „herezji” nikonowskiej, albo bierzmowaniu. Owi kapłani, przechodzący z nowego obrządku na stary, zwani byli „biegłymi popami”. Powstała dość sprzeczna sytuacja, w której staroobrzędowcy, odrzucając zreformowaną Cerkiew, korzystali jednak z sakry kapłańskiej, przez nią udzielanej. W ten sposób pośrednio uzależniali się od niej. W latach czterdziestych XIX wieku popowcy z miejscowości Biała Krynica na Bukowinie, podówczas austriackiej, pozyskali dla siebie biskupa - metropolitę Ambrożego z Bośni, reaktywując w ten sposób staroobrzędową hierarchię duchowną (zwana białokrynicką). Istnieje ona po dziś dzień, głównie w Rosji, Mołdawii, Rumunii, Bułgarii i na Ukrainie. Pewna, nieliczna  grupa popowców mieszka zapewne i w Polsce, ale nie udało mi się określić jej liczby, ani miejsca występowania.       

 

Część popowców weszła w unię z Kościołem prawosławnym, znaną pod nazwą jednowierstwa (ros. jedinowierje), polegającą na odprawianiu nabożeństw według starego rytu przez specjalnie do tego delegowanych duchownych oficjalnego Kościoła. W odróżnieniu od biegłych popów nie porzucili oni Cerkwii prawosławnej – był to zabieg taktyczny Cerkwii, mający - za cenę zachowania dla nich starego obrządku - oderwać częśći wiernych od buntowniczego staroobrzędowia.

 

Z zupełnie innych założeń wychodzili bezpopowcy. Uznali oni, że skoro utracili oni możliwość wyświęcania duchownych według starego rytu, z konieczności pozostaną bez duchowieństwa, a przewodnikiem będzie im sam Chrystus. Przekonani byli o tym, że tak w Kościele, jak i na całym świecie zapanował antychryst, przez co zniszczone zostały sakramenty i zbliża się czas końca. Kwestia posiadania kapłaństwa nie nabierała tu zatem większego znaczenia, należało przez surowy ascetyzm i odizolowanie sie od grzesznego świata być przygotowanym na przyjście Zbawiciela. Radykalni zwolennicy tego kierunku postulowali nawet niezawieranie związków małżeńskich i nierozmnażanie się, by nie przysparzać diabłu nowych sług i ofiar. Ten fatalistyczny, pesymistyczny tok myślenia, zrozumiały jednak w kontekście okrutnych prześladowań, jakie spadły na staroobrzędowców, dopiero w XIX stuleciu zacznie ewoluować w kierunku akceptacji wymogów życia.  

 

Ponieważ polscy starobrzędowcy są bezpopowcami – nie posiadają hierarchicznego kapłaństwa – na tej gałęzi skupimy naszą uwagę.  Na terenach rosyjskich zamieszkiwali głównie na północnych krańcach państwa, na terenach słabo zaludnionych, gdzie mogli czuć się bezpieczniej i gdzie sama natura sprzyjała pielęgnowaniu przez nich ich modelu życia: izolacji od świata zewnętrznego, kontemplacji, modlitwy i przywiązaniu do archaicznych tradycji. Spotkać ich można było na brzegach Morza Białego, w lasach nowogrodzkich i w ostępach Karelii, w scenerii niczym z ruskich baśni: „skitów” (klasztorów), „obitieli” (pustelni) i „molenn” (świątyń) nad brzegami jezior, pełnych cudownych starców i pobożnych mniszek...

 

Wśród bezpopowców zarysował się podział na kilka wspólnot:

 

- pomorską - powstałą w kraju ołonieckim, na rosyjskim „Pomorzu” (Morza Białego), gdzie w 1695 roku Daniel Wikulin założył nad rzeką Wyg klasztor, zwany „Wygowską pustelnią”. W działalności tego klasztoru uczestniczyli dwaj bracia, Andrzej i Szymon Denisowiczowie. Jako przedsiębiorczy kupcy, rozwinęli oni żywą działalność, propagując zasady swego wyznania, przyczyniając się do napływu nowych wiernych i wzrostu znaczenia i zamożności klasztoru, który w końcu XVIII wieku liczył około 3000 członków. Mnisi  zajmowali się kopiowaniem starych rękopisów, pisaniem dzieł religijnych, produkcją ikon, jak również kształcili chórzystów. Pomorcy przyjmowali konwertytów z Cerkwii prawosławnej pod warunkiem dokonania ponownego chrztu. Małżeństwa, zawarte przed przechrzczeniem nie były uznawane, a małżonków rozwodzono. Jednak już w drugiej połowie XVIII w. poglądy w tej materii złagodzono, a w XIX w. pomorców zaczęto nawet nazywać „bracznikami” (od ros. brak – małżeństwo). Pomorcy początkowo nie modlili się za cara, zaczęli to czynić dopiero po 1739 r. pod naciskiem władz państwowych. Wspólnota pomorców odegrała wielką rolę w kolonizacji północnych terenów Rosji.

 

 

Pustelnia wygowska pomorców

 

- filipowską - po 1737 r. , na skutek rozdźwięków o charakterze personalnym i doktrynalnym, część pomorców utworzyła nową wspólnotę pod przewodnictwem starca Filipa. Filipowcy kategorycznie odmawiali modlitw za panującego, nie wahając się nawet przed śmiercią w płomieniach za swoje przekonania.  Charakteryzował ich też negatywny stosunek do małżeństwa. Spośród wszystkich staroobrzędowców, filipowcy należeli do najbardziej nieprzejednanych i fanatycznych. Główne wpływy zdobyli w guberni archangielskiej i w Finlandii.

 

 - fiedosiejewską - inaczej teodozjańską. Wspólnota ta powstała w okolicach Nowogrodu i Pskowa. Jej założycielem był Teodozjusz (Fiedosij) Wasiljew Urusow. Wspólnota ta utrzymywała pierwotnie ożywione kontakty z pomorcami, które później uległy zerwaniu, a to z powodu różnic w kwestii małżeństw. Fiedosiejewcy byli przeciwnikami zawierania związków małżeńskich, karali swych współwyznawców za naruszenie czystości. Byli również przeciwnikami wznoszenia modlitw za cara. Wspólnotę fiedosiejewską nazywa się czasami staropomorcami, chociaż powstała ona niezależnie od pomorców, ponieważ fiedosiejewcy znacznie dłużej niż pomorcy zachowali swój negatywny stosunek do instytucji małżeństwa, który cechował i pomorców w pierwszym okresie ich istnienia. Wspólnota ta doszła do największego znaczenia na północno – wschodnich terenach Rzeczypospolitej Obojga Narodów: w Inflantach, Kurlandii, na Litwie i Suwalszczyżnie.

 

Przodkowie naszych  polskich starowierców przybyli na swe obecne obszary zamieszkania jako fiedosiejewcy. Jednak już w XIX wieku ich poglądy religijne zaczęły ewoluować w kierunku nauki pomorców. W końcu tego stulecia zaczęli oni udzielać ślubów i uznawać ważność związków małżeńskich. Dziś nawet w oficjalnej nomenklaturze określają siebie jako „Staroprawosławną Cerkiew Pomorską”. Określenie zaś „filiponi” (niem. „Philipponen”), które sugerowałoby ich przynależność do filipowców, jest błędem pojęciowym, użytym pierwotnie przez mało zorientowanych historyków niemieckich na określenie głównie staroobrzędowców mazurskich. Przyjęło się on jednak i tak już chyba zostanie.  

     

 

ź Na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej

 

 

Przodkowie naszych staroobrzędowców, głównie fiedosiejewcy, pochodzili z ziemi nowogrodzko – pskowskiej i osiedlali się głównie na terenach dawnych  Inflant polskich (inaczej Letgalii) i Kurlandii, zatem na obszarze obecnej Łotwy, skąd rozprzestrzenili się na Litwę. Zaś w powiecie newelskim przez 9 lat od 1699 do 1708 roku mieszkał nawet sam założyciel wspólnoty, Teodozjusz Wasiljew. Na terytorium Rzeczypospolitej sformułowane zostały ostatecznie zasady wyznania tej wspólnoty. Szczególne znaczenie miał tak zwany „polski sobór” fiedosiejewców, odbyty w 1751 r. w Gudziszkach na Litwie. W przyszłości postanowienia tego soboru przyjmie jako wiążące, powstałe w 1771 r. w Moskwie główne centrum fiedosiejewców na Cmentarzu Prieobrażeńskim.

 

Liczbę staroobrzędowców w granicach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej szacuje się na ponad 100 000. Po pierwszym rozbiorze w 1772 r. trwał exodus staroobrzędowców dalej na zachód, na tereny w okolicach Kowna i Wilna, jak również na ziemię suwalsko – sejneńską.  W XIX w. właśnie Wilno stało się jednym z najznaczniejszych centrów staroobrzędowia w skali światowej, pełniąc zresztą tę rolę do dnia dzisiejszego. Pierwsi starowiercy pojawili się w Wilnie w latach dwudziestych XIX w., rychło osiągając zamożność i znaczenie. Do wysokiej pozycji doszła zwłaszcza rodzina bogatych kupców Pimonowów. Przedstawiciele tego rodu położą wielkie zasługi dla sprawy starej wiary jako jej szczodrzy mecenasi i obrońcy. W 1901 r. poświęcono w Wilnie nową świątynię pod wezwaniem Opieki Matki Bożej i zwołano tu pierwszy prowincjonalny zjazd nastawników (duchownych staroobrzędowych). Wszyscy, którzy zaakceptowali postanowienia tego zjazdu, zaczęli się uznawać za pomorców.

 

 

Molenna wileńska

 

W 1906 r. odbył się tu zjazd niemal wszystkich przedstawicieli bezpopowców Cesarstwa Rosyjskiego. Po pierwszej wojnie światowej i włączeniu Wilna w granice odrodzonej Rzeczypospolitej, gmina wileńska nadal żywo się rozwijała. Na zjeździe w 1925 r. polscy bezpopowcy zjednoczyli się we „Wschodni Kościół Staroobrzędowy nie posiadający hierarchii duchownej” (tej, dość dziwacznej, nazwy używano aż do 1993 r.), uznany oficjalnie przez państwo polskie w 1928 r. Nadmienić należy jeszcze o wizycie prezydenta RP, Ignacego Mościckiego, w molennie wileńskiej, jak też o fakcie, że dwaj bracia Pimonowowie zasiadali w parlamencie: Borys w Sejmie, Arseniusz w Senacie. Starobrzędowcom w Polsce przyznano prawo do nauki ich religii w szkołach publicznych.

 

 

ź Na ziemi suwalsko – sejneńskiej

 

 

Skupiska staroobrzędowców na tych terenach są najstarsze na terenie Polski w jej dzisiejszych granicach. Ich osadnictwo na tych terenach sięga drugiej połowy XVIII wieku. Przybysze ci pochodzili z Litwy, Kurlandii, Inflant oraz po części z Ukrainy. Osiedlali się głównie w majątkach królewskich. Między 1787 a 1789 rokiem pojawiły się tu następujące wsie staroobrzędowców: Głęboki Rów, Szury, Wodziłki, Łopuchowo, Rasztabol i Zaleszczewo w powiecie suwalskim oraz Wysoka Góra i Biała Góra w sejneńskim. Później powstały jeszcze Pogorzelec i Białorzeczka. Pierwszym nastawnikiem był tu Szczepan Afanasjew, a jego rodzinny Głęboki Rów stał się lokalnym centrum religijnym. Syn Szczepana, Iwan, był założycielem drugiej świątyni w Pogorzelcu. W latach dwudziestych XIX wieku między tymi dwoma parafiami wybuchł spór na tle stosunku do służby wojskowej i wprowadzenia zapisów metrykalnych, nakazanych przez władze Królestwa Polskiego, czemu podówczas starowiercy się sprzeciwiali, uważając to za sprzeczne ze swoimi zasadami religijnymi. Pogorzelanie, pod przywództwem kompromisowego nastawnika Wasyla Maksymowa, podporządkowali się zaleceniom władz, zaś mieszkańcy Głębokiego Rowu pod wodzą nieprzejednanego Jefima Borysowa byli temu przeciwni. W rezultacie Jefima dwa razy aresztowano, po czym emigrował on do Prus Wschodnich, pociągając za sobą dużą, bo kilkusetosobową grupę zwolenników. Dali oni początek społeczności staroobrzędowców mazurskich, którą zajmiemy się nieco dalej. Po wyjeździe Borysowa, Wasyl Maksymow został również nastawnikiem w Pogorzelcu, przywracając w ten sposób jedność środowiska.

 

W latach pięćdziesiątych XIX w. w miejscowości Karolin, położonej wśród skupisk  staroobrzędowców władze carskie wybudowały cerkiew jednowierców z intencją przeciągnięcia ich na łono oficjalnego Kościoła. Represje, jakie wobec nich zastosowano, włącznie z zapieczętowywaniem molenn, nie przyniosły rezultatu. Po zdławieniu powstania styczniowego, zmieniono wobec nich kurs na bardziej przychylny, upatrując w nich narzędzie rusyfikacji okolicznej ludności polskiej. Była to polityka wybitnie podła i perfidna, gdyż w tym samym czasie na terenach rdzennie rosyjskich, gdzie ich do tego celu nie potrzebowano, dyskryminacja staroobrzędowców trwała nadal.  W końcu XIX wieku staroobrzędowcy z tego regionu przejęli naukę pomorców i w sprawach religijnych podporządkowali się postanowieniom ośrodka wileńskiego.

 

 

Starowiercy suwalscy w początkach XX wieku

 

 

Po pierwszej wojnie światowej na ziemi suwalsko-sejneńskiej mieszkało prawie 4000  staroobrzędowców. Po zajęciu Suwalszczyzny przez Niemców, większość z nich skorzystała z wystosowanej przez władze radzieckie propozycji przesiedlenia się do włączonej w 1940 r. do ZSRR Litwy, co ostatecznie nastąpiło w marcu 1941 r. tak, że ich liczba znacznie się zmniejszyła. W okresie okupacji niemieckiej wielu z tych, którzy pozostali, włączyło się w działalność partyzancką, zarówno polską, jak i radziecką.

 

 

ź W Augustowskiem

 

 

Imigracja staroobrzędowców na tereny Augustowszczyzny przebiegała w dwóch falach. Pierwsza, wspólna z suwalską falą osadniczą wyznawców starej wiary, objęła tereny na północ od Augustowa. Powstała wtedy wieś Pijawno Ruskie, będąca lokalnym centrum religijnym. Obecnie jednak w tej części Augustowszczyzny w zasadzie nie ma już starowierców. Są za to w dwóch innych wsiach: Gabowych Grądach i Borze, położonych na południe od Augustowa.  Do miejscowości tych staroobrzędowcy przybyli po upadku powstania styczniowego ze wsi Pilczyn koło Góry Kalwarii. Skąd przybyli do Pilczyna, nie wiadomo. W 1865 r. władze carskie obiecały ulgi staroobrzędowcom, chcącym osiedlić się w lasach suwalskich i augustowskich, z czego widać pilczyńscy starowiercy skorzystali. Władze przydzieliły  wtedy po 15 morgów ziemi na gospodarza. Na terenach tych staroobrzędowcy zajmowali się głównie gospodarką leśną. Słynęli zresztą od dawna jako znakomici i sumienni drwale i cieśle. Wyrabiali ponadto przedmioty użytku gospodarczego, jak płozy, obręcze, sanie, wozy itp. W początkach XX w. i oni podporządkowali swe gminy zwierzchnictwu centrali wileńskiej.  W okresie I wojny światowej ewakuowano ich w głąb Rosji, w okolice Saratowa. Po powrocie na ziemię augustowską, odbudowali szybko swe wsie. W czasie okupacji niemieckiej udzielali oni schronienia zbiegłym jeńcom radzieckim. W odwecie, w marcu 1943 r., postanowiono zlikwidować Bór i Gabowe Grądy. Całą ludność wywieziono na przymusowe roboty do Niemiec. Spośród tych, którym udało się zostać, wielu walczyło z bronią w ręku w szeregach tak Armii Czerwonej, jak i Wojska Polskiego.

 

 

źNa Mazurach

 

 

Przypomnijmy sobie stronników Jefima Borysowa z Głębokiego Rowu i Pogorzelca na Suwalszczyźnie, opierających się decyzjom władz Królestwa Polskiego o poborze do wojska i zaprowadzeniu zapisów metrykalnych. To oni byli inicjatorami przesiedlenia się na tereny Mazur, czy też, jak wtedy mówiono, Prus Wschodnich. Pertraktacje z władzami pruskimi na temat warunków przesiedlenia, rozpoczęto już w 1825 r. Władze pruskie zainteresowane były zagospodarowaniem Mazur, dotkniętych spustoszeniami po wojnach napoleońskich. Pierwszym osadnikiem był tu Onufry Jakowlew z Pogorzelca. On to założył w 1830 r. pierwszą staroobrzędową wieś na Mazurach, nazwaną Onufryjewem (na północ od Rucianego, między jeziorami Bełdany i Warnołty). Nad rzeką Krutynią brat Jefima Borysowa, Sidor, założył wieś Wojnowo, która stanie się centrum życia religijnego mazurskich staroobrzędowców.  W następnych latach powstały jeszcze: Gałkowo, Iwanowo, Śwignajno (albo Ładne Pole), Piaski, Kadzidłowo i Osiniak- Piotrowo.

 
W 1838 r. mieszkało tu 829 staroobrzędowców. Władze pruskie przyznały im wiele ulg i przywilejów, jak zwolnienie od podatków na okres 6 lat, od służby wojskowej na okres jednego pokolenia. Nie czyniono im żadnych przeszkód w zakresie praktyk religijnych. Sprawiło to, że kolonia mazurska zaczęła się szybko rozwijać.  Jednak w 1842 r. władze pruskie przystąpiły do wprowadzania zapisów metrykalnych; w 1843 r. rozpoczął się pobór do wojska roczników nie objętych zwolnieniem, a w 1847 r. objęto dziewczęta przymusem szkolnym. Część szczególnie konserwatywnych staroobrzędowców nie mogła się z tym pogodzić i wyemigrowała.
 
W l. 1847 – 67 Wojnowo zyskało rangę ważnego centrum bezpopowstwa w skali światowej. Wzbudziło ono zainteresowanie centrali fiedosiejewskiej na Cmentarzu Prieobrażeńskim w Moskwie, przeżywającej trudności z powodu wzmożonych prześladowań starowierców za panowania Mikołaja I. Założony został tam męski klasztor, wspomagany przez Cmentarz Prieobrażeński. Wielką rolę w jego działalności odegrał Piotr Ledniew, znany pod zakonnym imieniem Pawła Pruskiego. Był on także założycielem staroobrzędowej drukarni w Piszu, która wydała wiele wartościowych pozycji. Inny wychowanek klasztoru, Konstanty Gołubow, udzielał się nie tylko jako wydawca i drukarz, ale był autorem wielu interesujących artykułów. Prowadził on korespondencję z kręgami demokratycznej emigracji rosyjskiej, skupionej wokół Aleksandra Herzena.
 
W 1867 r. władze Kościoła prawosławnego wydelegowały na Mazury duchownego Jana Dobrowolskiego, celem przeciągnięcia staroobrzędowców na jednowierstwo. W ciągu kilku wizyt udało mu się pozyskać kilkaset osób, co sprawiło, że na Mazurach powstała liczna kolonia jednowierców. W tym czasie rozpoczął się upadek klasztoru, który został zlikwidowany w 1884 r.  W 1885 r. jednak, przy poparciu Cmentarza Prieobrażeńskiego, założony został w jego miejsce klasztor żeński, istniejący po dziś dzień. Jego rozkwit przerwała I wojna światowa. Również wśród mazurskich staroobrzędowców zaznacza się w tym czasie proces przejmowania doktryny pomorskiej o małżeństwach. Nie dotknął on jednak mniszek w klasztorze, które do końca pozostały wierne fiedosiejewskiej doktrynie.

 

Po I wojnie światowej mazurscy staroobrzędowcy – jak wszyscy obywatele Rzeszy – przeżywali trudności ekonomiczne. W 1930 r. podporządkowali się oni w sprawach wiary decyzjom centrum wileńskiego. W tymże roku zorganizowano w Wojnowie huczny, uroczysty jubileusz stulecia kolonii.

 

 

Na tej pochodzącej z lat 30-ych XX w. pocztówce z Wojnowa

widzimy na dole po lewej molennę staroobrzędową, a po prawej – cerkiew jednowierców

 

 

Już w okresie republiki weimarskiej można zaobserwować u nich – podobnie jak u Mazurów – zaawansowanie procesów germanizacyjnych i asymilacyjnych (np. w czasie plebiscytu w 1920 r. we wsiach „filipońskich” oddano wszystkie bez wyjątku głosy za Niemcami). Wpływ niemieckiej szkoły, służba wojskowa, używanie również w domu języka niemieckiego i wreszcie poczucie wspólnoty państwowej z resztą społeczeństwa niemieckiego, sprawiły, że  mazurscy starowiercy – przy całej świadomości swych korzeni i odrębności wyznaniowej – zaczęli postrzegać siebie jako „Niemców starosłowiańskiego wyznania”. Procesy te nasiliły się jeszcze w epoce hitlerowskiej, z jej dążeniem do uniformizacji i presją społeczną. Jako lojalni obywatele swej przybranej ojczyzny, Rzeszy Niemieckiej,  walczyli oni w szeregach Wehrmachtu, ginąc często na polu walki.

 

 

 

ź Po II wojnie światowej

 

Zmiany granic po wojnie sprawiły, że znacznie zmniejszyła się liczba polskich staroobrzędowców. Odpadło od Polski Wilno, z jego prężnie działającą gminą, ale doszło Wojnowo, gdzie byli starowiercy mówiący po niemiecku... 

 

Nie da się zaprzeczyć, że okres PRL-u przyniósł staroobrzędowcom, podobnie jak całemu społeczeństwu, możliwości awansu cywilizacyjnego. Rozwój szkolnictwa i oświaty sprawił, że wielu z nich mogło zdobyć średnie i wyższe wykształcenie, zasilając szeregi nowej inteligencji. Wsie staroobrzędowców zelektryfikowano, poprzez forsowaną przez władze industrializację kraju sprawiono, że po raz pierwszy w swych dziejach zyskali oni inne źródło dochodu, niż praca na nieurodzajnej roli. Emancypacja społeczna oraz emigracja do miast spowodowała jednak osłabienie więzi religijnej, mniejszą konsolidację środowiska i zanik tradycji.

 

W latach 50-ych powstało wprawdzie Rosyjskie Towarzystwo Kulturalno – Oświatowe, ale w jego szeregach znalazło się niewielu starowierców. Wychodząca w Warszawie rosyjskojęzyczna gazeta „Russkij Gołos” zamieszczała wiele reportaży ze wsi staroobrzędowców. Nie udało się osiągnąć jedności między środowiskiem suwalsko – augustowskim a mazurskim: wprawdzie na przełomie lat 50-ych i 60-ych dziewczęta z Gabowych Grądów przebywały w Wojnowie szkoląc umiejętności tkackie, zaś dzieci z Wojnowa uczestniczyły we wspólnym obozie letnim z dziećmi z Gabowych Grądów, ale nie zanotowano nic ponadto. Oprócz kilku pojedynczych wypadków, nie zdarzały się również małżeństwa miedzy członkami obu społeczności.

 

Lata 70-te przyniosły na Mazurach  falę masowych wyjazdów do Niemiec, zarówno do RFN (Hamburg, Zagłębie Ruhry, Berlin), jak i NRD (rejony miast Oschatz i Riesa koło Lipska). Tutejsi staroobrzędowcy czuli sie w zasadzie już bliżsi swym sąsiadom, Mazurom – ewangelikom i wraz z nimi podzielili ich los. Dziś w Hamburgu istnieje dość znaczna grupa mazurskich „filiponów”, zbierajacych się na niedzielne nabożeństwa w domu jednej ze współwyznawczyń. Ale są to ci, którzy tam przywędrowali po wojnie. Ich urodzeni już w Niemczech potomkowie nie kultywują tradycji ojców. Zdarzają się - sporadyczne co prawda - przypadki powrotu pojedynczych osób na Mazury po osiągnięciu wieku emerytalnego i uczestnictwa ich w życiu religijnym. Po śmierci nastawnika Wilhelma Malinki parafia wojnowska pozostaje nie obsadzona, jakkolwiek ci spośród starszych, którzy pozostali w Polsce, zachowują jeszcze dawne zwyczaje. W miarę regularnie odbywają się nabożeństwa w wojnowskiej molennie. Więcej wiernych widać w sezonie letnim i w czasie Wielkanocy, gdy przyjeżdżają tu ci, którzy na co dzień mieszkają gdzie indziej. Jednak grono wiernych ogranicza się do starszego pokolenia, które maleje z każdym rokiem. Młodzież uległa całkowitej polonizacji i zeświecczeniu i bardzo rzadko bierze udział w praktykach religijnych. Wojnowski klasztor, po smierci ostatniej mniszki Fimy Kuschmierz w kwietniu 2006 roku, stał się - już chyba bezpowrotnie - obiektem muzealnym i atrakcją turystyczną.

 

Nieco lepiej przedstawia się sytuacja w województwie podlaskim. Po przesiedleniach w okresie II wojny, które przerzedziły środowisko starowierskie, ich liczba utrzymuje się na w miarę stałym poziomie. Z racji większej izolacji osiedli staroobrzędowców, dłużej i lepiej przetrwały tu tradycyjne formy życia, silniejsza jest też, z powodu o wiele większej liczebności niż na Mazurach, konsolidacja środowiska. Mniejszy jest odsetek małżeństw z innowiercami, za to dość powszechna znajomość języka rosyjskiego i udział w życiu religijnym. Niestety, podobnie jak parafia wojnowska, również parafie w Suwałkach i Wodziłkach nie mają własnego nastawnika - opiekę duszpasterską sprawuje nastawnik przyjeżdżający aż z Łotwy. Dzięki intensyfikacji kontaktów z współbraćmi z zagranicy pozostaje mieć nadzieję, że stan ten się zmieni i choćby parafia suwalska uzyska własnego duszpasterza.

 

Same Suwałki są centrum życia polskiego staroobrzędowia, siedzibą Naczelnej Rady Staroorzędowców, zwierzchniego organu Staroprawosławnej Cerkwii Pomorskiej w RP, jak brzmi od 1993 r. oficjalna nazwa  tej grupy religijnej, której podlegają dziś cztery parafie: w Suwałkach, Wodziłkach, Gabowych Grądach, jak również parafia w Wojnowie. Honorowym zwierzchnikiem Rady przez wiele lat był pochodzący ze znanej nam już rodziny, profesor Leonid Pimonow. Dzięki założonej przez siebie Fundacji im. Rodziny Pimonowów, kontynuował on piękne i szlachetne tradycje swego rodu jako patron i dobry duch wszystkich polskich starobrzędowców aż do swojej śmierci w marcu 2000 roku.

 

Optymizmem napawa za to sytuacja w Gabowych Grądach. Po pewnych wewnętrznych trudnościach na przełomie tysiącleci związanych z osobą byłego nastawnika, funkcję tę objął 2006 roku energiczny i popularny Mieczysław Kapłanow. Działa tu nawet jedyny w Polsce folklorystyczny zespół staroobrzędowy, założona w 1988 r. „Riabina”, kultywująca dawne  rosyjskie pieśni i tańce. Cztery panie - członkinie zespołu - nie tylko swą twórczością ratują od zapomnienia elementy swej kultury duchowej, ale również prezentują ją otoczeniu, z powodzeniem koncertując na wielu festiwalach muzyki etnicznej w kraju i za granicą. Mają w swym dorobku już trzy płyty kompaktowe. Jedna z nich, wydane we współpracy z Robertem Kanaanem Białe Gołębie, jest bardzo ciekawą syntezą tradycyjnej muzyki staroobrzędowców z nowoczesnym brzmieniem elektronicznym.

 

 

 

Intronizacja Mieczysława Kapłanowa 1.10.2006

 

 

W ostatnich latach daje się zauważyć wzrost zainteresowania tematyką staroobrzędową ze strony nowego pokolenia tak badaczy, jak i pasjonatów tematu. Nowe techniki komunikacji, zwłaszcza telewizja i internet, sprzyjają upowszechnieniu rzetelnej wiedzy o tej grupie etnicznej. Należy mieć nadzieję, że trend ten się utrzyma i prace naukowe, reportaże, filmy i warsztaty artystyczne sprawią, że staną się nam bliżsi ci, którzy od wieków żyją wśród nas.