DEUTSCHE FASSUNG

 

 

 

 

Klasztor w Wojnowie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STAROOBRZĘDOWCY – KILKA SŁÓW WSTĘPU

 

 

Podczas wędrówek po drogach i bezdrożach Mazur i Suwalszczyzny, zetknąłeś się może ze swoistym fenomenem religijno-kulturowym, jakim są staroobrzędowcy. Różnie jeszcze się ich nazywa: a to starowiercami, a to filiponami (zwłaszcza na Mazurach), to zaś jeszcze raskolnikami... W każdym z przypadków chodzi o potomków rosyjskich uchodźców religijnych, zmuszonych do opuszczenia Rosji po przeprowadzonej w XVII w. przez ówczesnego patriarchę rosyjskiej Cerkwii prawosławnej Nikona korekcie ksiąg liturgicznych i rytuałów kościelnych.

 

Osiedliwszy się na obszarach Rzeczypospolitej: w Kurlandii, Inflantach, na Litwie, ziemi suwalskiej i augustowskiej, a w latach trzydziestych XIX w. również w ówczesnych Prusach Wschodnich, starowiercy przez wieki uchronili swą wiarę, obyczaje, kulturę. I jeszcze dziś, mimo normalnych przecież procesów asymilacyjnych, kulturowej uniformizacji i standardyzacji, zachowali wiele oryginalnego kolorytu, przywiązania do dawnych, wydawałoby się, archaicznych obyczajów, obrzędów i form życia.

 

Wędrując po okolicach przez nich zamieszkałych, trafiamy na polny cmentarz z krzyżami o trzech poprzeczkach, na chałupy budowane „ruską modłą’’ z sosnowych bali w zrąb, parowe łaźnie w przydomowych sadach albo nad brzegami jezior. Spotykamy jeszcze czynne „molenny”, świątynie z rzędami ikon, gdzie w niedziele i prawosławne święta zbierają się – nieliczne już – grupki wiernych, odprawiających fascynujące swą egzotyką nabożeństwa.

 

 

Cmentarz w Gałkowie

 

Niewielu już ich pozostało. O ile ich liczbę w granicach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej szacowano na grubo ponad 100.000 osób, a w okresie międzywojennym na obszarze II RP liczono jeszcze ponad 50.000 starowierców, w dzisiejszej Polsce ich liczbę szacuje się na około 2000-2500 osób. Rozbieżność ta wynika z faktu, że wielu z nich ulega asymilacji, odchodzi od wiary i obyczajów przodków, czy też na skutek migracji, zawierania małżeństw z innowiercami oraz ogólnych trendów cywilizacyjnych traci kontakt i poczucie więzi z macierzystą wspólnotą.     

 

Staroobrzędowców można dziś spotkać – podobnie jak Żydów, Ormian czy Cyganów - w zasadzie na całym świecie. Głównym centrum jest macierzysta Rosja, ale duża ich liczba mieszka poza jej granicami: w państwach powstałych po rozpadzie dawnego ZSRR: krajach bałtyckich, na Ukrainie i Białorusi, w  Polsce, Rumunii, Bułgarii, Turcji, Finlandii, Niemczech, USA, Kanadzie, Australii, Brazylii i wielu innych. 

 

W Polsce wyróżniamy dwa główne skupiska starowierców: suwalsko – augustowskie i mazurskie. Na Suwalszczyźnie głównym centrum są Suwałki, z prężnie działającą gminą wyznaniową. Miasto to jest jednocześnie siedzibą Naczelnej Rady Staroobrzędowców, centralnego organu tej grupy religijnej. Starowiercy mieszkają poza tym we wsiach położonych w okolicach Suwałk: Wodziłkach, Płocicznie, Szurach, Czerwonym Folwarku, na Sejneńszczyźnie: w samych Sejnach, Budzie Ruskiej, Hołnach Wolmera, Sztabinkach, Głuszynie i wielu innych mniejszych miejscowościach. W Augustowskiem wielu staroobrzędowców mieszka w samym Augustowie oraz w niedaleko położonych wsiach: Bór oraz Gabowe Grądy. Ta ostatnia wieś uchodzi za najbardziej „starowierską” miejscowość w Polsce: tu najlepiej zachowały się dawne zwyczaje, jezyk i świadomość korzeni. Dobrze działająca gmina wyznaniowa, solidarność i powszechna znajomość języka rosyjskiego sprawia, że Gabowe Grądy zachowały w większym stopniu niż inne, pierwotnie rosyjskie wsie, swe własne, niepowtarzalne oblicze. Ba, mało tego:  Gabowe Grądy szczycą się posiadaniem jedynej w kraju grupy wokalnej, śpiewającej stare rosyjskie pieśni: mowa tu o zespole „Riabina”, z powodzeniem występującym na wielu festiwalach folklorystycznych i znanym już dobrze wielu miłośnikom muzyki etnicznej.

 

 

 

Molenna w Gabowych Grądach

 

Drugim historycznym terenem, na którym mieszkają staroobrzędowcy, są okolice Rucianego–Nidy na Mazurach. Są to wsie przez nich niegdyś założone, jak Gałkowo, Onufryjewo, Piaski, Śwignajno, Osiniak, czy przede wszystkim Wojnowo - ongiś centrum tej grupy, z czynną po dziś dzień molenną i  jedynym w świecie żeńskim klasztorem staroobrzędowym, już opustoszałym, ale zachowanym w pierwotnym stanie i udostępnionym do zwiedzania. Niestety, dni istnienia wspólnoty wyznawców „starej wiary” w tym regionie wydają się być już policzone... Ta niegdyś prężna społeczność, w XIX wieku jedno z centrów starowierstwa w skali światowej, powoli, acz systematycznie zanika. Stosunkowo liczna jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku, uległa zdziesiątkowaniu w latach siedemdziesiatych i osiemdziesiątych, na skutek nie tyle procesów asymilacyjnych, ile masowych wyjazdów do Niemiec. Był to los, który staroobrzędowcy, zwani tu filiponami, podzielili z miejscową, ewangelicką ludnością mazurską. Z niemal tysiącosobowej rzeszy pozostała niewiele ponad setka wyznawców, z tego zaledwie kilkanaście, głównie starszych wiekiem kobiet, kultywujących dawne zwyczaje i praktykujących jeszcze swą religię. I jedynie w okresie prawosławnej Wielkanocy i w sezonie letnim spotykamy w wojnowskiej molennie więcej wiernych. Są to ci, którzy przyjeżdżają tu autami z głównie hamburską czy berlińską rejestracją...  Ale oni, jakkolwiek przywiązani jeszcze do wiary przodków, są tu już tylko gośćmi...

 

Staroobrzędowcy, starowiercy, filiponi... W otoczeniu katolickim na Suwalszczyźnie, na Mazurach, w scenerii ukształtowanej przez surowy protestantyzm, przynieśli i zostawili tu maleńki kawałek starej Rosji. Obce, ale piękne i urzekające swą egzotyką są ich ślady. Dwudziesty wiek oszczędził im zbiorowej tragedii na miarę holocaustu, czy akcji „Wisła”... A jednak ich los wydaje się być przesądzony – jak los Serbołużyczan, pruskich Litwinów, Fryzów czy Retoromanów... Kiedyś pewnie znikną jako grupa, roztapiając się w otaczającej ich większości. Ale na razie jeszcze są – wyruszmy więc razem ich śladami...